Uliczni muzycy, czyli co nas złości, co nas podnieca

Uliczni muzycy – wśród nich prawdziwe perły, samorodne talenty i niestety lwia część, samozwańczy artyści, którzy dzierżąc w ręku źle nastrojoną gitarę, fałszują znane utwory, by zarobić na piwko. W naszej dzielnicy spotkamy podchmielonych grajków w pobliżu Dworca Wileńskiego, w podziemiach metra czy przy Targowej. Co myślą o nich prażanie?

Zaintrygowani niemuzykalnymi muzykami, których udało się nam spotkać na Pradze, postanowiliśmy zapytać wybranych mieszkańców, co sądzą o tym rodzaju aktywności. Okazuje się, że część z nas nie ma problemu ze słuchaniem osobliwych „wykonów”, chętnie wspiera finansowo odważnych artystów i nie zastanawia się nad tym, na jaki cel przeznaczone zostaną ich pieniądze.

– To zdecydowanie dodaje kolorytu dzielnicy. Co mi szkodzi jakiś dziadek z gitarą? Bardziej przeszkadza mi cygan, który wbija do tramwaju przy miśkach [red. przystanek Park Praski] i wygrywa na akordeonie aż do samej Starówki – stwierdza pan Maciej.

– Niech sobie grają pijaczki, lepsze to, niż wyrywanie torebek. Przecież nikogo nie zmuszają, żeby im dawać pieniądze – dodaje pani Monika.

Po drugiej stronie barykady stoją prażanie dbający o swoje doznania estetyczna bardziej niż inni.

– Nie podoba mi się taki sposób zarabiania pieniędzy. Fałszują, pijackie melodie to nie jest muzyka, której mam ochotę słuchać. Nie dokładam do tego biznesu – stwierdza student Przemek.

– Patrzę na tych pseudo muzyków z politowaniem. Gdyby jeszcze umieli śpiewać albo grać, ale oni tylko sprawiają wrażenie, że muzyka im w sercu gra – mówi pani Kasia.

– Jestem przeciwna pijackim śpiewom w przejściach podziemnych. Nie daję na to i nie będę dawać [red. pieniędzy] – oburza się pani Wanda.

Nasza sonda nie wyczerpuje oczywiście opinii o ulicznych muzykach. Dlatego serdecznie zachęcamy do dyskusji pn. „Czy podoba się Wam aktywność ulicznych muzyków?”.

JK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *