Na Pradze-Północ miało powstać miejsce spotkań i odpoczynku. Za 50 tysięcy stanął opuszczony warzywniak, skup skrzynek? Co to właściwie jest?

Dziś przedstawimy wam przykład tego, jak brak komunikacji niszczy nawet najlepszy pomysł. Konstrukcja, która stanęła pośrodku skweru na ul. Szymanowskiego powstała dzięki budżetowi partycypacyjnemu i dzięki niemu też wygląda niestety jak przypadkowy zbiór skrzynek, pozostawiony po opuszczonym sklepie z warzywami. Niektórzy mówią o niej „skup skrzynek”, inni „paskudztwo”. Czym jest konstrukcja, na którą miasto wydało 50 tys. złotych, a czym miała być?

Pomysłodawcy „Pawilonu na skwerze/Publicznego pokoju”: Iza Kaszyńska oraz Michał Augustyn, społecznicy z osiedla Jazdów, zgłosili do budżetu partycypacyjnego projekt, który zakładał stworzenie miejsca zapraszającego mieszkańców do rozmowy, spotkania z książką, odpoczynku wśród zieleni. W pawilonie, który miałby być dostępny dla chętnych przez cały rok, miały się znaleźć wygodne siedziska, źródełko wody pitnej oraz latarnie zasilane energią słoneczną. Miejsce miało być wyposażone w stoliki z planszami do gier oraz plenerowe regały z książkami. Koncepcja była przemyślana, a pomysłodawcy wiedzieli, na co konkretnie chcą i mogą przeznaczyć kwotę 55 tys. złotych, na jaką wycenili swój pomysł.

Efekt końcowy projektu zawiódł pomysłodawców. Przy Szymanowskiego stanęła drewniana konstrukcja w kształcie sześcianu. Obiekt ma drewnianą podłogę i dach z plandeki. W środku znajduje się kilkanaście zielonych skrzynek. W pomalowanych na niebiesko znajduje się 5 krzewów. Obok konstrukcji wkopano trzy stojaki na rowery. Koniec.

Pani Kaszyńska zwróciła się do miejskiego Centrum Komunikacji Społecznej, które zarządza budżetem partycypacyjnym. Chciała, by jeszcze raz zajęto się projektem, na koszt wykonawcy. Pomysłodawczyni zwraca uwagę na fakt, że urzędnicy nie przeprowadzili konsultacji społecznych, czyli istotnego dla realizacji projektu punktu. Nieodbyte konsultacje z mieszkańcami miały za zadanie wypracowanie razem z architektem najbardziej funkcjonalnej, dostosowanej do potrzeb użytkowników koncepcji obiektu: jej wyposażenia i kształtu.

Okazuje się, że ze spotkania z mieszkańcami zrezygnowano ze względów finansowych. Według zapewnień rzecznika Pragi-Północ Karola Szyszko na łamach gazety: „[…] w rozpisanym konkursie nie wpłynęły oferty mieszczące się w budżecie. Dopiero po rezygnacji z konsultacji, poidełka i oświetlenia udało się znaleźć chętnego do zaprojektowania pawilonu.”  

Czy wobec braku funduszy należało pominąć jakąkolwiek formę omówienia realizacji projektu z autorami? Czy w przypadku pojawiąjących się problemów, urzędnicy nie są zobowiązani do informowania o nich pomysłodawców? Jeśli pomysły z budżetu realizowane są tak powierzchownie, bez rzetelnego poznania i zrozumienia zgłoszonych projektów, to jaki jest sens wydawania 50 tys. złotych?

Projekty z budżetu realizują dzielnice, jednakże praktykowanie braku komunikacji między pomysłodawcami a realizatorami będzie niestety skutkować rezygnacją warszawiaków ze zgłaszania swoich koncepcji.

JK

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Na Pradze-Północ miało powstać miejsce spotkań i odpoczynku. Za 50 tysięcy stanął opuszczony warzywniak, skup skrzynek? Co to właściwie jest?"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Anna
Gość

Rzeczywiście obrazek wskazuje dość żałosny pomysł. Ktos z urzędników odpowiada osobiście za decyzję o wydaniu 50 tys. Nie można tłumaczyć się teraz że nie ma pieniędzy na kontynuację, trzeba to było przewidzieć wcześniej. Taki urzędnik powinien być bezwzględnie rozliczony z idiotycznego pomysłu, dla przykładu dla następnych. Jesteśmy za biedni na marnotrawstwo, tym bardziej ze zamiast tego można było zrealizować kilkadziesiąt innych pomysłów. Jesli urzędnik nie nadaje się na to miejsce trzeba zatrudnić kogoś kreatywnego i odpowiedzialnego

wpDiscuz