PRL w białych Conversach

Smartfon, Instagram i PlayStation 4. Wcześniej budki telefoniczne, zdjęcia w albumach i niezniszczalny Chińczyk. Współcześnie brunch, a kiedyś wystarczyło drugie śniadanie, by wytrzymać do obiadu. Codzienność PRL-u wydaje się być tak inna niż ta dzisiejsza. Czy na pewno?

Zmienił się ustrój, zmieniły się miasta, drogi się wydłużyły, a domy wystrzeliły w górę. Zmienił się system szkolnictwa, moda i podejście do wychowania. Inna jest gospodarka i kultura. Co ważne, pojawiły się nowe możliwości, zrodziły się nowe oczekiwania i wciąż powstają nowe potrzeby. Żyjemy szybko, świadomie, chcemy się edukować, wyjeżdżać, poznawać, doświadczać, udoskonalać, zdobywać… wciąż czegoś chcemy, za czymś gonimy. Życie nas kręci, życie jest modne, wszystko jest godne przeżycia i pokazania. Czyżby?

Współcześnie, gdy wyjeżdżamy na wakacje, nowe miejsca zwiedza z nami połowa znajomych z Facebooka. Jeszcze zanim wrócimy z urlopu, wszyscy podziwiają naszą opaleniznę na opublikowanych zdjęciach. Dawniej, żeby zobaczyć kamieniste plaże Bułgarii, trzeba było najpierw wywołać fotografie, a potem zaprosić do siebie przyjaciół do wspólnego oglądania. Nowe technologie i portale społecznościowe umożliwiły nam dzielenie się wszystkim, tu i teraz. Kawa na szczycie Mont Blanc, spacer po dnie oceanu, nieważne jak bardzo oddalimy się od ludzi, możemy być blisko? Opinia o premierze filmu od razu po wyjściu z seansu, zdjęcia z koncertu, smartfon w zupie Wonton. Pokazujemy wszystko wszystkim, aktywność jest ważna. Nieważne jaka.

I czasami ktoś wpada na pomysł tych z serii: ‘’Zwolnijmy, przeżyjmy coś innego, odbądźmy sentymentalną podróż w czasie’’. I pojawia się książka zatytułowana ‘’Nasz Mały PRL’’ Izabeli Meyzy i Witolda Szabłowskiego, dziennikarzy, którzy postanawiają przez pół roku żyć w realiach przełomu lat 1981/1982. Jak to możliwe? Okazuje się, że chęć poszukiwania i przeżycia czegoś wyjątkowego jest tak silna, że nawet czasy PRL-u można dziś przywołać łatwiej niż nam się wydaje. Powstaje taki PRL w białych Conversach, czyli ograniczymy się w każdej dziedzinie życia w naszej przeładowanej wszystkim rzeczywistości. Małżeństwo z dzieckiem decyduje się na przeżycie 6 miesięcy bez współczesnych udogodnień, bez zakupów przez Internet, Facebooka, za to z trwałą, wąsami i małym fiatem. Tworzą sobie swoisty mikroświat sprzed trzech dekad.

Reportaż Meyzy i Szabłowskiego uzmysławia nam, jak bardzo zmienił się nasz stosunek do rozmowy z drugim człowiekiem. Wśród ewidentnych różnic istniejących miedzy PRL-em, a współczesnością, najbardziej uderza pozorność dialogu i bliskości w dzisiejszym świecie. Mówimy dużo, o wszystkim, z każdym, a tak bardzo mało jest w tym rozmowy z drugim człowiekiem.

W reportażu możemy poznać opinię wybitnego profesora Philippa Zimbardo, który wprawdzie nie mieszkał w PRL-u, ale wnikliwie przygląda się naszym czasom: „Za sprawą technologii ludzie przestali ucinać krótkie pogawędki w pracy czy w autobusach (…). Moi koledzy z uczelni, których znam od lat, teraz ledwo kiwają głową na mój widok. Przestaliśmy zatrzymywać się na korytarzach i pytać — Gdzie się podziewałeś? Jak się masz? Co słychać?—. Ten rodzaj powitania i krótkiej interakcji jest na wymarciu (…). Każdy z nas jest w stanie usiąść i zadać wszystkie pytania przyjacielowi na Facebooku albo w e-mailu, ale już nie twarzą w twarz. Technologie zjadły nam te przyjemność’’. To raczej  przykra diagnoza współczesnego dialogu.

W ‘’Naszym Małym PRL-u’’ bohaterowie bez zapowiedzi odwiedzają znajomych, bo przecież tak to funkcjonowało trzy dekady temu. Niestety nie spotyka się to z aprobatą odwiedzanych. Okazuje się, że mają oni swoje zajęcia, swoje plany. Szybka, kurtuazyjna herbata jest wszystkim, co mogą zaproponować nieproszonym gościom. Prawdą jest, że ‘’rozgadywać’’ wolimy się przez komunikatory w drodze z domu do pracy. Współczesny człowiek szanuje każdą minutę, wszystko jest zaplanowane, opłacone, dziś modna jest spontaniczność kontrolowana.

Czy w PRL-u byłoby nam łatwiej rozmawiać? Odpowiedź na to pytanie nie może być jednoznaczna. By nie do końca zdyskredytować współczesną konwersację, należałoby podkreślić, że wymiana informacji ma się dziś dużo lepiej niż dawniej, z prostej przyczyny. Wszechobecność mediów oraz portale społecznościowe dostarczają nam wiadomości szybciej, rzetelniej, łatwiej. Teraz uprawiamy plotkarstwo medialne, małomiasteczkowe plotki nadal mają się dobrze, ale nie są już tak atrakcyjne, jak to, co przeczytamy na Facebooku lub zobaczymy w wieczornych wiadomościach. A może zmienił się jedynie nośnik plotek, a plotka pozostała sobą?

Nie możemy się jednak oszukiwać, przecież nie o taką rozmowę nam chodzi. Jak napisał Theodore Zeldin w książce zatytułowanej ‘’Jak rozmowa zmienia twoje życie’’: ‘’Prawdziwa rozmowa wybucha płomieniem; jest czymś więcej niż wymianą informacji’’. Proste, prawda?

W PRL-u musieliśmy się nachodzić i ‘’nagadać’’, żeby coś załatwić. W kolejce trzeba było się wystać, wyczekać swoje, żeby się dowiedzieć, że buty w twoim rozmiarze zostały wykupione. Jednak ten czas ‘’wystany’’ nieraz niespodziewanie owocował. Nagle okazywało się, że okazjonalnie możemy kupić nowy kożuch na bazarze na Woli, a w Hali Mirowskiej rzucili papier toaletowy. Ludzie PRL-u musieli być otwarci na dialog, naturalna potrzeba zdobycia czegokolwiek otwierała niejedne usta.

Dziś z nosami w smartfonach, z wypełnionymi po brzegi półkami sklepowymi, z zapleczem emotikonów nie musimy zagajać rozmowy. Coraz rzadziej pytamy o drogę, przecież kieruje nas GPS, nie wiemy, jak się nazywają nasi sąsiedzi, przecież to nienaturalne, tak witać się, przedstawiać, pytać o cokolwiek. Mimo tak wyzwolonych moralnie i technologicznie czasów, wstydzimy się rozmawiać. Tak zwyczajnie, dla przyjemności komunikowania się z drugą osobą. Współczesna kultura doprowadziła do tego, że zawstydza nas niemodna fryzura, a nie brak powitania po wejściu do pokoju pełnego ludzi.

Joanna Karczmarczyk.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *